Malarz dusz

Ildefonso Falcones „Malarz dusz” – długa opowieść o morzu nieszczęść

Wyd. Albatros

Tłumaczenie: Joanna Ostrowska, Elżbieta Rzewuska

Gdy do czytania wybierasz tomiszcze ponad 600-stronicowe, masz wielką nadzieję, że właśnie zaczynasz kilkutygodniową ucztę literacką. Chcesz wejść w buty bohaterów, przeżyć ich emocje, podglądnąć ich świat. Liczysz na to, że nudy nie uświadczysz. I wiesz co? „Malarz dusz” zaspokoi Cię pod tym względem. Być może uznasz jednak – jak ja – że co za dużo, to ciężkostrawne.

Za dużo numer 1 – kontrast kontrastem pogania

Powiesz, że się czepiam? Bo przecież cały świat stoi kontrastem, więc nic dziwnego, że autor sięgnął po ten odwieczny schemat. Oczywiście, zgadzam się. Lubię, gdy się toczy walka dobra ze złem, a najlepiej w baśniach, ale tu, w powieści historycznej, zabrakło mi zwykłej szarości i całej gamy kolorów jednocześnie, nieoczywistości i ambiwalencji.

O jakich kontrastach mowa?

  • Bieda i bogactwo
  • Brzydota i piękno
  • Mężczyzna i kobieta
  • Motłoch i arystokracja.

Dużo po skrajnych stronach, mało tego, co pośrodku. A to wszystko w Barcelonie na początku XX wieku, na tle buntu robotników, podpalania kościołów i rozkwitu modernizmu. Mieszanka iście wybuchowa i dość przytłaczająca.

Za dużo numer 2 – źle, fatalnie, gorzej już być nie może

Dalmau Sala to główny bohater powieści Falconesa. Początkowo wydaje się, że złapał byka za rogi, choć jego sytuacja rodzinna wygląda kiepsko. Ojciec anarchista nie żyje, matka wiąże koniec z końcem, pracując od rana do nocy za marne grosze. No ale talent malarski Dalmaua został odkryty i chłopak dostaje szansę od losu na odwrócenie kart biednej rodziny. Tylko że musiałby się dopasować do tych, z którymi jego najbliżsi walczą. To nie mogło się udać. Z biedoty na salony wcale nie łatwo przejść.

Lista nieszczęść, jakie spadają na bohatera, jest niewyobrażalnie długa i konkuruje z ilością żyć kota. Najpierw włączyło mi się współczucie, potem lekko zaczęłam się irytować, a pod koniec stwierdziłam: bez przesady, ileż może spaść na jednego człowieka.

Dalmau poczuł, że wyostrzają mu się zmysły. Światło, kolory, ludzie, zapachy, hałasy, radość… Chciałby to wszystko namalować, tu, na miejscu, uchwycić tę chwilę, te wszystkie wrażenia i przenieść je na płótno, tak jak je postrzegał: jako iskry życia.

Trochę już narzekam, więc pozwól, że wyjaśnię, dlaczego nie rzuciłam książki w kąt. Powodów znalazłoby się kilka. Jeden łączy się właśnie z głównym bohaterem. Perełką w powieści jak dla mnie jest zmysłowa opowieść o sztuce, o przenoszeniu emocji z twarzy na papier czy płótno, o dostrzeganiu prawdy pod maskami, o postrzeganiu świata przez wrażliwego człowieka, artystę.

Przez kilka miesięcy Dalmau kradł dusze tych wyrzutków społeczeństwa i przenosił je na arkusze papieru, które krzyczały o ich cierpieniu, ich strachu, ich desperacji… ich nędzy.

Oprócz rozkwitu twórczości malarskiej Dalmaua autor wprowadza czytelnika w historię powstania słynnych budynków. Palau de la Música, Sagrada Família Gaudiego, Santa Creu i Sant Pau – modernistyczne pomniki barcelońskiej sztuki stają jak wyrzut bogatego sumienia naprzeciwko (a raczej patrzą z góry) lichych budynków, baraków, rynsztoków. No, na zasadzie kontrastu, rzecz jasna.

Dobra, wracam jeszcze do „co za dużo…”

Za dużo numer 3 – do bólu symbolicznie

Znowu – nie chodzi o to, że w ogóle, ale że w nadmiarze. Każda postać w tej książce ustawia się na drodze akcji jak znak drogowy i krzyczy swoją postawą, zachowaniem, wyglądem itd.: „Jam jest symbol”.

  1. Matka Dalmaua – symbol matki Hiszpanki, przykuta do maszyny szyje od rana do wieczora (a bywa, że i w nocy) białe kołnierzyki, też znamienne: robią tu za symbol lepszego statusu społecznego.
  2. Montserrat – siostra Dalmaua – symbol poświęcenia się w imię wyższego dobra, w tym wypadku w imię walki o lepsze życie robotników, a w szczególności kobiet.
  3. Emma, kobieta, z którą Dalmau jest związany – symbol poświęcenia swojej godności dla dobra najbliższych.
  4. Don Manuel Bello – właściciel pracowni ceramiki, mentor Dalmaua – symbol ortodoksji, katolicyzmu, wyższych sfer, bogactwa.
  5. Úrsula – córka don Manuela – symbol-ofiara duszenia się w gorsecie tzw. dobrego wychowania.
  6. Don Ricardo – dorobkiewicz, symbol światka, w którym majątek zbija się na biednych i bogatych, bez skrupułów i zasad.

To tak z grubsza, bo wymieniać można długo. Stereotypowo i przewidywalnie.

Powód drugi, dla którego nie porzuciłam czytania: Falcones potrafi pisać ciekawie, umie zaintrygować i wciągać słowami, ukręcić zgrabne, plastyczne zdania. Jeśli w dodatku za tło robią interesujące wydarzenia historyczne, to przyjemność z czytania jest całkiem spora.

Biedna perełka

Na koniec zostawiłam sobie najciekawszą według mnie postać „Malarza dusz”. Maravillas to dziewczyna z ulicy, którą Dalmau rysował jako pierwszą biedną duszę. Taki trochę Gavroche, tylko o odmiennej moralności. Anioł stróż i diabeł prześladowca w jednej osobie, przyczyna kłopotów Dalmaua i jednocześnie jego wybawicielka. Ratuje go z fatalnych sytuacji, w które sama go wpędziła.

„Opiekuje się” pseudobratem Delfinem, który wydaje się kolejnym symbolem barcelońskiej biedoty ulicznej – symbolem dzieciństwa nie tyle utraconego, ile takiego, którego nigdy się nie miało; symbolem usprawiedliwionych występków: zachłanności, oszustwa i kradzieży.

Maravillas ma tutaj najwięcej tajemnic, spina całą akcję, wzbudza sympatię i niechęć, masz ochotę ją przygarnąć, a za chwilę trzepnąć po głowie. Pomijając pozostałe powody, dla niej samej przeczytałabym powieść do końca bez poczucia, że zmarnowałam czas.

Jeśli „Malarz dusz” Cię zainteresował, albo chociaż moja recenzja, wpadnij na kilka słów o „Dziedzicach ziemi”.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *