korekta redakcja paulina parys odsiewnia

Żywieniowe rozkminy korektorki

Kminić, rozkminiać, rozkminy – myślicie, że to od kminku? Ja przyznam, że tak myślałam. A  tu niespodzianka, bo pochodzenie tych słów zawdzięczamy życiu za kratami (tak, tak, to z  gwary więziennej). Po szczegóły zainteresowani mogą się udać do słownika*.

Dieta roślinna korektorki

Rozkminy nie zawracałyby mi pewnie głowy, nawet jako korektorce i redaktorce, gdybym pozostała na diecie tradycyjnej, ale przejście na tę roślinną postawiło mnie przed decyzjami nie tylko żołądkowymi, ale także językowymi. Kto w temacie, ten wie:

  • ile osób burzy się na słowo „mleko”, jeśli biały płyn okazuje się pochodzić z ziaren owsa czy soi, a nie krowy czy owcy – toż taka podróba to „napój” i basta;
  • jaka wrzawa niesie się na myśl, że pasztet bezmięsny może ktoś zwać pasztetem;
  • jak wielkie oburzenie wywołuje nazywanie placka z soczewicy kotletem;
  • o jakie palpitacje serca przyprawia dźwięk słowa „ser” w połączeniu z wyrobem z  orzechów;
  • że nie należy wspominać o majonezie, gdy gęsty sos w słoiku nie zawiera żółtka;
  • że „prawdziwa” śmietana to tylko z „prawdziwego” mleka pochodzi.

Językowy pasztet, a może bigos

Dyskusji na temat nazywania wegańskich odpowiedników popularnych produktów pojawiło się sporo; językoznawcy się wypowiedzieli, rozporządzenia dotyczące nazw powstały, więc ja tu tylko sypnę swoje trzy korektorskie grosze.

Według mnie powstał niezły pasztet czy też bigos.

Czy istnieje jedyna słuszna wersja pasztetu?

Pasztet, potrawa stara jak Rzym, ale przywleczona do Polski z Niemiec (die Pastete) albo z  Francji (pasté), stała się metaforą sytuacji dość mocno kłopotliwej – na przykład takiej, jak ta z nazwami. Na dodatek świetnie wpisuje się w trend. Otóż muszę zmartwić obrońców mięsnej wersji pasztetu jako jedynej słusznej. Jeżeli chcemy być całkowicie poprawni, należy farsz (różnego rodzaju: mięsny, warzywny, rybny) zapiec w cieście. Kto tego nie robi i punkt z ciastem opuści, niech pierwszy rzuci kamieniem z nazwą. Jeśli komuś mało zamieszania, można pomyśleć, że włoska „pasta” też ma tu coś do powiedzenia. Widać, jak wszystko pięknie się miesza i łączy.

Co ma piernik do wiatraka…

…czyli po co nam tu jeszcze bigos. A tylko po to, żeby wzmocnić uczucie chaosu, bo takie jest metaforyczne przesłanie tej potrawy. Wyobraźmy sobie trzy osoby: tradycjonalistę, weganina i stroniącego (z  różnych przyczyn) od kapusty. Ten pierwszy powie:

— Bigos to kapusta i grzyby, i mięso, i śliwki. Tak mówi tradycja!

Ten drugi się zaperzy:

— Kapusta z grzybami, śliwkami i grochem – też bigos, a co!

Trzeci nieśmiało zamlaszcze:

— Ja sobie z cukinii bigosik ugotowałem.

Mówiłam – groch z kapustą… ups, bigos.

No dobrze, do rzeczy – czas na językowe rozprawy ze smakołykami

Mleko – z prasłowiańskiego melko – rzeczywiście jest białym napojem wytwarzanym przez gruczoły mleczne ssaków. I dlatego na opakowaniach produktu sojowego lub owsianego widnieje nazwa „napój”. Oficjalnie tego lepiej się trzymać. Ale ponieważ roślinojad białe napoje traktuje, jak każdy człowiek zwykłe mleko, tak też tę białą ciecz nazywa, bo to wygodne wyjście. Jeżeli do słowa „mleko” doda przymiotnik (owsiane, sojowe, kokosowe), wszystko nabiera sensu i jasności. Wygrywa pragmatyzm.

Kotlet – z francuskiego cotelette – początkowo kawałek mięsa z kością. Z czasem kość przestała być ważna, a wegetarianin poszedł krok dalej i stworzył kotlet jajeczny. Weganin trochę jeszcze pokombinował i wyszły mu kotlety sojowe, z soczewicy, buraczane (opcji nieskończenie wiele). Więc co z tradycyjnego kotleta zostało? Forma. Liczy się to, czy mamy plaster bądź mały placek, zwykle usmażony. W wersji zdrowszej – upieczony. Można? Można.

Majonez – z francuskiego mayonnaise – gęsty sos, umieszany tradycyjnie z żółtek i oleju. A  ja daję słowo, że na majonez z fasoli nabierze się niejeden smakosz. Tym razem konsystencja i aromat grają pierwsze skrzypce i usprawiedliwiają nazwę.

Ser – w prasłowiańskim języku oznaczał coś surowego, niedojrzałego – gęsta masa powstała z  przeróbki mleka; dzisiaj nieodzowny dodatek do pizzy. I co ma taki weganin zrobić? Też człowiek, pizzę chce jeść. No to sobie zrobi ser z nerkowców albo ziemniaka i może się cieszyć smakiem najsłynniejszej potrawy świata. A wolno mu nazywać to dziwne seropodobne coś serem? Dlaczego nie, skoro pełni tę samą funkcję?

Śmietana – w prasłowiańskim języku oznaczała coś zebranego, zgarniętego – gęsty, ukwaszony płyn ściągnięty z powierzchni mleka; służy zwykle do zabielenia zupy, doprawienia sałatki, udekorowania truskawek. Jeżeli do tego samego użyjemy produktu z  kokosa czy nasion słonecznika, to nazwijmy go sobie śmietaną. Na zdrowie!

Jedzmy ze smakiem, nazywajmy według potrzeb

Powyższe przykłady (zapewniam, że jest ich znacznie więcej) produktów wegańskich wskazują na to, że świat coraz bardziej kieruje swe oczy w stronę roślin jako bazy diety człowieka. Przeciętny zjadacz chleba, w tym korektor,  powinien sam zdecydować, jak się chce odżywiać. To oczywiste. Jeśli zrobi to świadomie i rozsądnie, organizm mu podziękuje. Natomiast nazwy nowego rodzaju wyrobów, jak działo się to dotychczas z wieloma innymi, ukształtują się, dopasują i ułożą z czasem. Językoznawcy zrobią, co w  ich mocy, ale nie ma co liczyć na ostateczny wyrok językowy – wszak słowotwórstwo szczyci się swoją nieskończonością.

* https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Kminic-obczaic;17576.html

2 thoughts on “Żywieniowe rozkminy korektorki”

  1. Jak dla mnie to jest właśnie najsensowniejszy argument - w nazwie potrawy zawiera się nie tylko jej skład, ale też sposób przygotowywania, wygląd, zastosowanie itd. Jak słyszymy "parówka" to widzimy charakterystyczny obły kształt, jak czytamy "smalec" to wiemy, że będzie do smarowania na chlebie, mleko = białe i do picia. Stąd zupełnie mnie nie rażą sery z nerkowców, kaszanka z czarnej soczewicy czy smalczyk z fasoli 🙂 Język jest elastyczny, ale też praktyczny i przede wszystkim ma służyć do skutecznej komunikacji - zanim wymyśli się jakąś nową chwytliwą nazwę na wegański ser, trzeba operować tym, co jest i nie ma co płakać nad rozlanym roślinnym mlekiem 🙂

  2. Pingback: Czy na pewno pijesz prawdziwą herbatę? Czas rozwiać wątpliwości.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *